Strony

poniedziałek, 27 kwietnia 2015

Operacja : atak na konia

Renesmee wbiegła na 5 piętro, a następnie wbiegła przez uchylone drzwi do pokoju, który był kilka kroków na lewo od schodów. Zamknęła za sobą drzwi i oparła się o nie.
-Pewnie ją tam zjedli..-Zaśmiała się do siebie na myśl o tym, jak Nej ratowała się ze stołówki.
-Kto ją zjadł? Za co?-Iriz stała oparta o ciemno szarą ścianę.
-Ooooo..Iriz!-Krzyknęła lekko przestraszona niespodziewanym ,,atakiem''.-Na stołówce jest mała bitwa, a Nejara chyba oberwała.-Zaśmiała się lekko.
-A kto wywołał tą bitwę? Hmm...Niech zgadnę, Ty?-Zamachała ogonem.
Iriz Howl, 17 latka, o długich, zaczesanych na lewo, purpurowych włosach. Pięknych różowo czerwonych oczach. Ma czerne uszy dobermana, oraz ogon psa tej samej rasy. Każde ucho ozdabiają 3 złote kolczyki. Ubrana w ciemno czerwoną koszulkę i jeansową kurtkę. Czarne, trochę potargane leginsy i granatowe, prawie czarne, glany.
-Nie wiesz może, jak wyciągnąć Iso z pokoju?-Spytała Smee siadając na podłodze.
-Może tatuaż?-Stwierdziła podwijając rękawy kurtki, pokazując tatuaże kości na rękach oraz dłoniach i palcach.
-Dobry pomysł. Ale ona z pokoju nie wyjdzie.
-To zrobimy tak..-I w tym momencie Iriz wyjawiła swój prawie szatański plan.

Wieczorem około godziny 20.00, Smee zakradła się do pokoju Iso. Jak? Przez okno, a jakże inaczej. Koń akurat spała zawinięta w koc..Na biurku. Wąż podeszła po cichu do drzwi i otworzyła je, bo Iso od zawsze zamykała się od środka. Otworzyła po cichu drzwi i do środka weszła Iriz. Obie spojrzały na biurko, ale Iso nie było. Leżał tylko zielony koc. Wąż zauważyła uchyloną szafę i podeszła do niej. Pewna, że dziewczyna tam się kryje, otworzyła drzwi. Nie było tam jednak nikogo. Iriz i Renesmee zaczęły przeszukiwać pokój, ale nie znalazły Iso. Nagle ktoś rzucił papierową kulką w głowę psa. Ta złapała ją nim upadła i rozwinęła.

GTFO

-Ha! Zdradziłaś się!-Zaśmiała się Iriz. Gdy tylko wywęszyła konia, wybiegła na korytarz i zbiegła na 3 piętro, a wąż za nią.
Obie dobiegły do okna na końcu korytarza. Na parapecie leżała jedna z 50 bransoletek Iso, a obok karteczka z napisem ,,Ups". Dziewczyny wróciły do pokoju. Drzwi zamknięte z karteczką ,,No chyba nie".
-No what the fuck?! Jak ona...-Howl dostała potężnego mind fuck'u.
-To jest Iso, tego nie ogarniesz.-Syknęła Smee i wskoczyła na plecy przyjaciółki.-A teraz patatajaj! Niech węch cię prowadzi!
Po około 2 godzinach poszukiwać, znalazły tylko kilkadziesiąt karteczek. Oblazły cały budynek i teren w koło, nawet drzewo. Nigdzie jej nie było. Cały plan poszedł na marne. Obie postanowiły wrócić do siebie. Na 2 piętrze usłyszały coś jednak. Iriz przysiadła na schodach, Smee zeszła z niej i zakradła się za róg. Wyjrzała, ale nim kogoś zobaczyła, w jej stronę poleciał kamień. Szybko schowała głowę unikając ciosu. Obie słuchały. Ktoś wyraźnie się kłócił. Chłopak i dziewczyna. Tak..Łatwo rozpoznać po setkach przekleństw na sekundę, że to tygrys i Iso. Po chwili dźwięk tłuczonego szkła i kroki. Jedno z nich szło w stronę dziewczyn kryjących się przy schodach. Chwilowa panika, po czym obie skryły się w męskiej toalecie. Smee wyjrzała przez szparę w drzwiach. Tygrys przystanął przy schodach, jakby nad czymś się zastanawiał i po chwili poszedł na wyższe piętra. Dziewczyny wyszły pewne, że nie ma zagrożenia. Okno na końcu korytarza było wybite. Na parapecie siedziała wysoka, chuda jakby sam szkielet, dziewczyna. Iso Fire_Storm. Wpatrywała się swoimi dziko zielonymi oczyma w płomień zapalniczki. Smee niechcący stuknęła ogonem w drzwi. Iso odwróciła jedno z swych karych, końskich uszu w stronę dźwięku. Wstała, poprawiając moro koszulę. Zgasiła zapalniczkę i schowała ją do kieszeni czarnych, skórzanych rurek. Wysokie, czerwone trampki były czymś ubrudzone, podobnie jak szara koszulka. Poprawiła zieloną grzywkę, która współgrała z krótkimi, czarnymi włosami. Puściła do węża papierowy samolocik z napisem ,,I co teraz?...''. Gdy Smee odczytała napis, dziewczyny nie było. Iriz pobiegła na schody. Jednym, celnym rzutem, trafiła Iso w głowę kamieniem. Ta padła na podłodze 3 piętra jak długa. Wąż podbiegła do Howl.
-Debilu, a jeśli ją zabiłaś?!
-Pfffff...Nic jej nie będzie. Raptem rana. Jeśli we łbie jej się bardziej nie popieprzy, a wręcz ,,naprawi'' to będzie cud.
-No wszystko supi fajnie, ale co teraz? Jest już późno.
-Teraz, to my targamy ją do Klaudii.

~Tydzień później~

-ISO DO CHOLERY, OTWIERAJ PIERDOŁO ASPOŁECZNA!!-Renesmee znów krzyczała do drzwi.
Powtórzyła się sytuacja z przed tygodnia : Smee dostała tylko karteczkę.

Nie. Po tym co mi zrobiłyście to nie!! Ale...
..skrzydła fajne..
[:<

Na twarzy Smee pojawiła się dzika podjara. Zeszła na 1 piętro w umówione miejsce pod automatem z napojami.
-I co?- Howl stała oparta o automat.
-ACHIEVEMENT GET!!



środa, 15 kwietnia 2015

Od czego by tu zacząć...?

-Czy do cholery w końcu wyjdziesz ze swojego pokoju?!
Dziewczyna szybko otworzyła drzwi, wyrzuciła przez nie kawałek kartki i zamknęła je równie szybko.Łusko oka podniosła z podłogi kartkę, na której był jedynie mało czytelny (ale wystarczający do rozszyfrowania) napis ,,SPIERDALAJ''. Taaak. Ah te problemy młodzieży..
-TO NIE!-Wąż krzyknęła do zamkniętych przed jej nosem drzwi i poszła wzdłuż korytarza, a następnie zeszła na parter do wielkiej hali, którą była stołówka. Ustawiła się w kolejce przy bufecie, razem z ponad setką innych, czekających na obiad. W tym miejscu, pośród około 150 dzieciaków i nastolatków, było 12 postaci, które całkiem odróżniały się od innych. Dziewczyna, która próbowała wyciągnąć kogoś, nazywa się Renesmee. Renesmee Smith. W pierwszej chwili można ją wziąć za zwykłą 16 latkę. Było jednak coś, co sprawiało, że była jedną z tych 12 postaci. Miała długie do ziemi, zaplecione w dwa warkocze, ciemno zielone włosy, rozjaśniające się stopniowo. Miała na sobie czarną koszulkę, trochę za dużą z pentagramem i nieco podarte leginsy. Jedna nogawka była ciemno zielona, a druga w odcieniu młodej, wiosennej trawy. Chodziła w glanach. Lewe oko miała zielone, a prawe czerwone. Wystające kły węża oraz łuski pod prawym okiem, na lewym policzku, szyi, rękach i całym kręgosłupie. No i naj ważniejsze.. Miała długi ogon węża.
-Heeeeeeeeej!-Do węża podbiegła dziewczyna, o długich blond włosach, z wiśniowymi pasemkami.
-Tak tak, hej.-Spojrzała na królika.
Tak. Królika! Owa blondynka miała białe, królicze uszy i mały, puszysty ogonek. Na prawym oku miała kawową łatkę, a złote oczy lśniły jak zachód słońca. Miała na sobie żółtą bluzę, pomarańczową koszulkę z czarnym konturem króliczej głowy. Różową spódniczkę w czarną kratkę, błękitne podkolanówki i jasno różowe, wysokie trampki. Jej mina zawsze wyglądała jak ,, :3 ''. Nazywała się Nejara Jumper.
-Co dziś na obiad???-Z uśmiechem wepchnęła się do kolejki, przed Renesmee.
-Ej! Na koniec!-Syknęła.
-Oj tam oj tam.-Uśmiechnęła się na swój uroczy sposób i poczochrała włosy Smee.
-NIE DOTYKAJ MOICH WŁOSÓW!-Zasyczała jak wściekła kobra i odsunęła się.-Słono zapłacisz, jeśli jeszcze raz je tkniesz!
-Ale się boję. Co mi zrobisz ze swojej wysokości 1,43?-Tym razem jej uśmiech, choć nadal uroczy, miał w sobie nutę chamstwa. W sumie miała odrobinę racji, była w końcu wyższa o prawie 10 cm, ale i tak obie były w tym samym wieku.
Kolejne 5 minut stania w kolejce, obie spędziły na dogadywaniu sobie wzajemnie. W końcu każda z nich odebrała jednak tace z obiadem. Dziś ziemniaki, surówka i jakieś mięso. Zapewne żeberka.
-Fuuuuuuu! Nie tknę tego!-Nejara stwierdziła dotykając mięso palcem.
-Co znowu?..-Łusko oka zapytała znudzona.
-To jest nieetyczne!-Wzięła mięso w dwa palce, by jak naj mniej się ubrudzić i przełożyła je na tacę Smee.
-Głupia jesteś. Nie wiesz co tracisz.-Ucieszyła się z dodatkowej porcji mięsa.
Nej za to wytarła palce w bluzę jakiegoś innego ,,tępego bachora'', jak to mawiała na ludzkie dzieci. Obie usiadły przy stoliku pod oknem, przez które zaglądał stary dąb, mający zapewne około 200 lat. Blat był cały pomazany i podrapany. Widniały na nim imiona 12 zwierząt. Mhm, zwierząt! Ale o tym później. Nej zaczęła jeść, kiedy wąż siedziała i wpatrywała się w imię Iso.
-Co ci jest? Nie jesteś głodna?-Zapytał królik. Mimo,że nie zbyt lubiła Renesmee, martwiła się o nią, tak jak i o wszystkie zwierzęta.
-Zastanawia mnie, co robi Iso? Od tygodnia nie wychodzi z pokoju. Tylko pisze na karteczkach albo wysyła SMS-y. A jak ostatnio u niej byłam, to zemdlała.
-Czemu?-Słuchała zaciekawiona tym faktem.
-Nie wiem co jej do łba strzeliło, ale ucięła sobie kawałek skóry i próbowała go opalić nad żarówką. No a jako, że nic nie zrobiła z raną, to przez krwawienie zemdlała. Sama do końca nie ogarniam jak, ale zemdlała. I od tam tego czasu siedzi w pokoju.
-Oby niczego nie kombinowała.-Zaśmiała się.
-Bawi cię to?!-Prychnęła.
-Nie, no co ty!
Smee wzięła kawałek ziemniaka i rzuciła go w stronę blondynki. Ta zrobiła jednak unik i warzywo uderzyło w twarz jakiegoś przechodzącego chłopaka.
-RUN FOREST RUN!!!!-Zielono włosa krzyknęła podjarana i wystraszona za razem, i uciekła ze stołówki.
Nim Nejara zdążyła się ruszyć, chłopak podszedł do niej i strzelił ją z liścia, aż ta spadła z krzesła. Po chwili ktoś uderzył chłopaka, ten jakąś dziewczynę i na stołówce rozpoczęła się walka, niczym na ,,Bitwie Pięciu Armii'' w Hobbicie. Królik szybko wstała i uciekła za wężem naj krótszą z możliwych dróg, unikając ciosów.
-CZEKAJ NA MNIE!!-Krzyknęła wbiegając na schody i goniąc śmiejącą się Renesmee.